Co się dzieje w przyrodzie pod koniec czerwca? Zobaczcie sami – przygotowałam zdjęciowy spacer po ogrodzie. Moja opuszczona szklarnia już nie jest taka pusta, po ziemi wiją się pędy melonów, są też dwie papryki, jakaś koktajlówka, jest „normalny” pomidor i ogórek w samym rogu. Ogórek już będzie jadalny bardzo bardzo niebawem, może za 2 – 3dni?


Ogórki są i w polu. Też już widać na nich maleńkie owoce. W ogórkach rośnie przypadkowy koper, nie wykopałam też celowo całego chrzanu, który co roku sam się rozsiewa, kamionkowy garnek już jest naszykowany 😉 Jeszcze tylko kilka dni cierpliwości i będziemy nastawiać pierwszą partię małosolnych.

Za koprem po prawej widać paprykę, po lewej pomidory. Większość pomidorowych krzaków sięga mi już po pas. Cały czas toczę nierówną walkę z wilkami 😉



Zaraz za milionem główek sałaty, którą muszę wyrwać, bo już przekwitła, rośnie cebula – to odmiana Rossa Lunga di Firenze – czerwona podłużna sałatkowa cebulka. Na miejsce wyrwanej sałaty będę dosadzać nowe sadzonki kilku różnych odmian, które właśnie sobie kiełkują, wysiane w międzyczasie w skrzyneczkę w szklarni. W ten sposób świeżą sałatę będziemy jedli przez całe lato. To samo robię z rukolą, rzodkiewką i mizuną. Lubię mieć wybór i lubię mieszać odmiany sałat w misce.

Nie wyrywam też kolendry, która już dawno zakwitła. Pszczoły ją lubią, poza tym późnym latem zbiorę z niej nasiona.

Kalarepki miały już swoją chwilę chwały, ale powoli kończą żywot razem z truskawkami.


Fasola Jaś

Jemy już młodą marchewkę, pietruszkę, buraczki, cebulę… chociaż odkąd zobaczyłam zwiastun filmu Sausage Party – tutaj link za każdym razem, gdy wyrywam taką młodziutką marchewkę słyszę : „They were children! Fuc…. children!!!” 😀
I mała zapowiedź otwarcia sezonu na fasolkę szparagową. Nie mogę się doczekać! (Nawet obejrzany trailer mi nie zaburzy łakomstwa na fasolkę).


Bób już jemy, tak samo groszek cukrowy.

Czerwony agrest się zarumienił.

Dynie nabierają mocy i liści – na zdjęciu dynia Muscat de Provence.

A to reszta poletka dyniowatych (a właściwie tylko część, która zmieściła się w kadrze). Za chwilę zarosną każdy widoczny kawałek ziemi w tym miejscu.

Pierwsze cukinie już są. Z cukinią jest zawsze taki problem, że zawsze ciężko się zdecydować, czy wolę zjeść samą cukinię, czy też smażone, nadziewane kwiaty cukinii.

I na deser – czereśnie! Pierwszy raz mamy własne czereśnie, w końcu się udało 🙂

