Rzutem na taśmę robię podsumowanie miesiąca, a sierpień był piękny w tym roku… Od czego by tu zacząć? Na początek szczypta egzotyki w letniej bazie Part Thyme – w naszym klimacie ciężko wyhodować coś tak kolorowego i ładnego, dlatego cieszę się podwójnie, że owocuje. To cudo to balsamka ogórkowata (Momordica Charantia). Wysiałam całą paczkę nasion, uchował się tylko jeden krzaczek.

Owoce balsamki są tak ładne, że nie interesuje mnie już jak to smakuje i z czym to się je, objęłam je ochroną i zakazałam zrywania 🙂

Tak wyglądają jeszcze w fazie zielonej – prawdopodobnie właśnie wtedy są najlepsze do konsumpcji. To leżące cielę w tle to Bonzo 😉 Stara szklarnia to także kocia miejscówka na popołudniowe drzemki.

Podobną prohibicję wprowadziłam również na melony, które uznałam wstępnie za niejadalne, ale za to idealne do zdjęć.

Czemuż niejadalne? Bo mają miękką skórkę, więc pewnie coś z nimi nie tak – stwierdziłam po oględzinach i opukiwaniu zerwanego melona. Ciekawość jednak zwyciężyła i tak oto wczoraj rozkroiliśmy komisyjnie pierwsze melony, które pozwoliłam tknąć tylko dlatego, że nie były tak ładne jak ten pierwszy, taki sterany życiem 😉 Co się okazało? Że te nasze melony nie dość, że jadalne to nawet całkiem smaczne są. A skórka miękka, bo owoce są już bardzo dojrzałe, takich w sklepie nie kupimy, dlatego miałam lekką zmyłkę odnośnie kontroli jakości.

Sierpień to zbiory. Zbiory i przetwory, nawet te najbardziej dziwne.

Kilogramy ważone w pomidorach
Sierpień to kilogramy zerwanych pomidorów. Nie muszę chyba dodawać, że codziennie jemy pomidory?

Czasem jeden pomidor to kilogram, więc trochę tych kilogramów nazbierałam w tym roku. To co niezjedzone poszło w słoiki. Najciekawszą rzeczą, jaką w tym sezonie wyprodukowałam z pomidorów był… dżem. Nie żaden chutney tylko zwykły, słodki dżem. Tak pyszny, że niebawem na blogu podzielę się przepisem.


O pomidorach szykuję całkiem oddzielny wpis, bo to co się wyprawiało w ogródku przechodzi ludzkie pojęcie. Opiszę w nim bardziej szczegółowo wszystkie odmiany pomidorów, które miałam w tym sezonie. Oddzielny wpis planuję też o dyniowatych, więc wrzesień zapowiada się kolorowo 🙂

Paprykowe love

Dzięki słonecznej pogodzie z wysokimi temperaturami rozkręciły się papryki, nawet te najbardziej wymagające – taka na przykład Poblano – papryka, która potrzebuje bardzo długiego okresu wegetacji. Krzaki Poblano rosną wysokie, trzeba im robić podpory, tak jak pomidorom. Poza tym nie pielęgnowałam jej jakoś specjalnie – dostawała tylko wodę. Słońce i wysokie temperatury w sierpniu zrobiły resztę.

Poblano

W tym sezonie mam w ogródku 3 odmiany papryki słodkiej, o dziwo wszystkie udały się jak nigdy dotąd. Wcześniej co roku był problem ze słodkimi odmianami, które zwykle nie wyrabiały się w sezonie z dojrzewaniem, dlatego wiosną odpuściłam i wysiałam tylko jedną według planu (tą żółtą) i dwie nieplanowo. Wszystkie sprawiły mi miłą niespodziankę. Żółta papryka na zdjęciach to Ornela – ma podłużne strąki i cienką skórkę. Ta duża, czerwona to papryka o roboczej nazwie Ramirez 😉 Nasionka były wydłubane z papryki kupionej na targu. Baaardzo smaczna. I jest jeszcze trzecia – czerwona kulista papryka w kształcie pomidora, której na zdjęciach nie ma, albowiem ta dojrzała została zjedzona dnia poprzedniego, niedoczekawszy sesji zdjęciowej.


papryka Ornela

papryka Ornela

papryka nazwana roboczo: Ramirez
I wreszcie przyszedł czas na moje ostrości. Czekam jeszcze tylko na habanero chocolate, która już rumieni się na czekoladowo, ale nie wyrobiła się w sierpniowym wpisie, więc spodziewajcie się wieści o habanero we wrześniu.

Black Olive, Jalapeno, Cayenne i mieszanka chili

średnio ostre chili

miniaturowe papryczki Black Olive

papryczki, które nie tak miały wyglądać, wtajemniczeni wiedzą o co chodzi 😉

Spiżarnia
Sierpień to nie tylko zbiory warzyw czy owoców – to również pozyskiwanie i zbieranie nasion z uprawianych roślin. Na tym temacie również skupię się w oddzielnym wpisie.

kolendra

nasiona fasoli oraz cebulę mam już w większości zabezpieczone.

jakieś niedobitki tymianku…
A co poza ogrodem?

W starej szklarni była wylęgarnia melonów, nadal jest tam też kilka pomidorów, które wbrew pozorom dojrzewają z bardzo dużym opóźnieniem (przez drzewa, które znacznie urosły i zacieniły szklarnię).

Szopa żyje własnym życiem razem z bluszczem, który rośnie na zewnętrznej ścianie szopy (raczej powinien tam rosnąć a rośnie tam gdzie chce).

za tą moją ulubioną miejscówką będę bardzo tęsknić zimą
I na koniec kilka fociaków z mojego ogródka i okolicy. Czy wspominałam już, że sierpień był piękny w tym roku?





Uff, przebrnęliście do końca? Do zobaczenia we wrześniu!