Zima na wsi
Zima w tym roku była łagodna do czasu. Niedawno mieliśmy -21 i przemarzły mi hebe Shrubby Veronica które miałam na rabatach od kilku lat i nigdy wcześniej nie okrywałam ich na zimę. Wczoraj poszłam do ogrodu, patrzę… a one czarne jak smoła. Smuteczek. Lubiłam je za nietypowy kolor i to, że nic kompletnie nie trzeba było z nimi robić, same trzymały kształt. Będę musiała je czymś zastąpić wiosną i rozważam bukszpany, chociaż wiem że to głupi pomysł bo trzeba będzie biegać z opryskiem na ćmę bukszpanową. Rozważam też ostrokrzew, ewentualnie jakieś niziutkie cisy czy trzmielinę. Jeszcze mam czas więc się pozastanawiam. Potrzeba mi jakieś 10-13 sztuk i docelowo pójdą one w niektórych miejscach rabat na obwódkę, dając podparcie dla roślin z „drugiej linii” żeby się nie wykładały. Jesienią zrobiłam w ogrodzie wielki chaos, likwidując jedną rabatę, tworząc kolejną, dosadzając dziesiątki tulipanów, krokusów i hiacyntów a potem nastała zima i nie zdążyłam dokończyć moich koncepcji, rysowanych na kolanie w przepastnym notesie więc wiosną czeka mnie dużo pracy. Będę dosadzać kolejne drzewa, krzewy, byliny, pnącza. likwidować nasadzenia, które nie sprawdziły się i tworzyć nowe połączenia. 2023 był rokiem bardzo pracowitym, powstał zarys ogrodu w nowym wydaniu, co nie było łatwe gdy trzeba połączyć stare z nowym i tak to zakomponować żeby cała ta duża przestrzeń dookoła nas miała sens. Założenie jest jedno: ogród ma „wpadać do domu” stwarzać razem z nim wrażenie jedności. Czy mi się to uda? Zobaczymy w kolejnych latach.







Po co mi tyle buraków – czyli ubiegły sezon w ogrodzie warzywnym
No właśnie – po co mi tyle tego – co roku zadaję sobie to pytanie i w końcu mam zamiar coś z tym zrobić. „Się zje”. Taaaa, jaaasne. No nie, nie zje się tych wszystkich sałat, burak liściowy to też nie moja bajka, a zanim wyhoduję jadalne karczochy to pierwszy śnieg mi grządki przykryje. Nie będę w tym roku sadzić/siać warzyw których albo nie lubimy za bardzo, albo po prostu bez sensu marnować na nie przestrzeń. W tym roku idę głównie w pomidory, paprykę, ogórki, dynie oraz cebulę (bo piękne mi się udały rok temu no i dobrze się przechowują). Oczywiście będą też wszelkie sałaty ale nie w kosmicznych ilościach i nie jako plon główny tylko „pomiędzy”. Planuję też korzeniowe (seler, marchew, pietruszka, burak) ale również w ilościach wystarczających do objadania się w sezonie plus lekki zapas (ale nie dla całej wsi tylko dla nas) oraz jedna grządka kapustnych, nad którymi muszę nauczyć się zapanować przy pomocy firanki (o tym przy innej okazji). Koniecznie też fasolka szparagowa i cukinia. Bakłażany w tym roku odpuszczam. Łatwiej mi teraz to wszystko rozplanować ponieważ spontanicznie porzuciłam tradycyjne metody uprawiania warzywniaka na konto metody zwanej no dig, która u mnie jeszcze kuleje, ale powoli zaczynam ogarniać temat. Więcej o warzywach, odmianach i nasionach warzyw będzie w następnym wpisie, planuję zrobić taki pudełkowy remanent.


Komposty, no-digi i ściółki
Ostatni rok w ogrodzie warzywnym był czasem eksperymentów i nowości. Ze względu na ogrom pracy w systemie „old school” przeszłam na system „no dig” z nadzieją na więcej luzu z pieleniem, mniejszą ilość chwastów oraz koniec latania z gracką jak opętana. Póki co po pierwszym sezonie widzę pewne plusy ale też minusy, jednak zamierzam kontynuować obraną drogę, bo myślę że ma to sens. Po pierwszym roku wyciągnęłam jedną podstawową naukę – najważniejsze jest podłoże. Aczkolwiek nie jest to sprawa taka prosta i tania jak to mówią – przynajmniej nie u nas na wschodzie. Obdzwoniłam za kompostem wszelkie możliwe instytucje, zakłady komunalne, olxy i inne – i NIE, nie da się pozyskać u nas kompostu po taniości, jak w takim np. Gdańsku gdzie miasto sprzedaje go za symboliczną kwotę. U nas (lubelskie) nie jest to możliwe. Najtańszą opcją jest zakup zrębek ale to nie jest kwestia „symbolicznej złotówki” tylko paru stów no i nadal potrzebujemy je przekompostować. Czyli żeby zacząć z dobrym podłożem, musisz kupić je po prostu w workach, co jest ogromnym kosztem na początek. Ot cała gorzka prawda o „ściółkowaniu po taniości”. Poza tym cała ta idea ma sens, po prostu trzeba zacząć wytwarzać kompost samodzielnie. Potem jest już coraz łatwiej, bo tego kompostu na początek idzie najwięcej, w kolejnych latach na „dosypki” będzie szło go dużo mniej. W związku z powyższym, zaczęliśmy kompostować na poważnie. Nie w jeden lichy kompostowniczek, tylko na 3 duże pryzmy.
Pomidory ponad wszystko
Pomidor roku 2023-go to….. Brad’s Atomic Grape. Nieduży, plenny, niechorowity, w smaku idealnie słodki i wyważony. Moje małe odkrycie roku. I na pewno go powtórzę. Poza tym stawiam na odmiany które nigdy mnie nie zawiodły, czyli: Aussie, Ananas Noir, Brandywine Black czy koktajlówka Black Cherry. W ubiegłym roku przez to całe zamieszanie z grządkami podwyższonymi zaczęłam sobie chwalić pomidory typu dwarf czyli niskie, sięgające ledwie do kolan, niektóre odmiany sprawdziły się świetnie i na pewno je powtórzę. Rosły na grządkach razem wysokimi naprzemiennie, żeby maksymalnie wykorzystać przestrzeń. Testowane dwarfy: Wherokowhai, Purple Heart, Uluru Ochre, Mr.Snow. Oprócz dwarfów wejdą jeszcze: Green Sausage, Jersey Devil (ogromna ilość owoców na jednym gronie) i Aunt’s Ruby German Green z zielonych.
Z nowości będą w tym roku: Noire de Crimee, Or Pera d’Abruzzo i Portugues Ibrido (ten ostatni to F1 ze stajni Franchi Sementi). I korci mnie żeby jeszcze wrzucić parę paczuszek do koszyczka w jednym takim sklepie na literę P ale tłukę się po łapkach 🙂
I chyba wystarczy, bo więcej mi się nie zmieści. Moja szklarnia, owszem ekhmm… wygląda, ale tych krzaków wiele nie pomieści, więc większość upraw idzie do gruntu.

Czarna szklarnia
To efekt ostatniego dnia świąt Bożego Narodzenia A.D 2022 gdy nudziło mi się już tak bardzo, że wpadłam na genialny pomysł, żeby przenieść istniejącą szklarnię bliżej warzywniaka, a właściwie to zbudować nową na bazie dostępnych materiałów, w klimacie vintage. Moja wizja ewoluowała w tempie zatrważającym (szczególnie dla Boba, który został natychmiastowo obwołany głównym wykonawcą mojego projektu) a projekt został rozrysowany na 4 arkuszach bloku A3 (bez skali bo ja się nie znam na skalach) uwzględniając rozbiórkę dotychczasowej szklarni, wszystkie stare okna jakie walały się za szopą oraz drzwi od starej werandy i boazerię z demontażu. Wizja zawierała też kolor czarny lub co najmniej antracyt. Kto robi czarną szklarnię!!! – pukał się w czoło ze zgrozą Bob i wykrzykiwał że nie będzie brał w tym udziału.
Kilka miesięcy później….

Jeszcze wczesną wiosną zaczęłam oczyszczać, a następnie impregnować drewniane elementy przyszłej szklarni. Części z tworzywa sztucznego zostały potraktowane farbą „do okien”, a drewniane impregnatem powłokotwórczym w kolorze „antracyt”. Na zdjęciu obok, szklarnia jeszcze bez chodnika w środku, pokrycia dachu i bez boazerii na dole. Dookoła, a przynajmniej przy wejściach będzie jeszcze chodniczek, żeby można było dojść do niej suchą nogą.

Więcej drzew, więcej kwiatów
Ciężko jest projektować ogród
- a) nie będąc projektantem
- b) nie zaczynając od gołej przestrzeni, tylko uwzględniając istniejące nasadzenia
- c) działając chaotycznie, bowiem takie działanie jest naturalną cechą twojego charakteru
- d) nie będąc projektantem
Więc sobie tak działam trochę po omacku, trochę czerpiąc z rozmaitych Pinterestów, a trochę wdrażając własne wizje ogrodu. Po pierwsze, jesienią 2022 roku zakupiliśmy w nadleśnictwie 800 sztuk grabów, którymi to obsadziliśmy się dookoła, tworząc żywopłot. Jestem zdziwiona jak szybko rosną. Niedługo czeka mnie maraton z sekatorem. Po drugie, dokupiłam trochę różnych drzew „wysokich”, część w postaci dużych sadzonek, które do samochodu łatwo wejść nie chciały. Teraz zajmę się niższymi piętrami i będą próbować wszystko razem jakoś zgrać z resztą, żeby tworzyło spójną całość. Planuję jeszcze wizytę w nadleśnictwie wiosną, żeby dokupić trochę buków, głogów, modrzewi i jeszcze może świerków żeby zalesić odrobinę jeden taki zakątek, przez który prześwituje mi w dystansie ulica. I jak już to wszystko powsadzam to zajmę się rabatami bliżej domu, które są do poprawki i do dokończenia. Zima zaskoczyła mnie w tym roku i nie wszystko co planowałam skończyłam.




I więcej owoców
Planuję też założyć niewielki sad z drzewkami owocowymi i jagodnik. Obecnie kilka krzewów porzeczki i agrestu rośnie na skraju młodego lasu. który podrósł już całkiem ładnie, ale jednocześnie zaczął zacieniać aktualne miejsce na krzewy owocowe, więc wiosną będę je przenosić/dosadzać nowe na drugą stronę ogrodu, tuż przy ogródku warzywnym, gdzie słońce operuje od rana do wieczora. Jesienią dokupiliśmy 10 krzewów borówki amerykańskiej, mirabelkę, śliwkę węgierkę, dwie odmiany wiśni oraz jeżynę bezkolcową. Ona jak i 4 odmiany winogron (Red Swanson, Canadice, Noah i Kiszmisz) będą prowadzone na podporach, które trzeba będzie wiosną skonstruować. Jabłonie mam posadzone z drugiej strony, na razie tylko 5 drzewek więc też muszę pomyśleć nad innymi odmianami. Do podwyższonych grządek dosadziłam też więcej truskawek. Teraz już powinno wystarczyć 🙂
Pierwsze róże i clematisy
Starość nie radość, zaczęły mi się podobać róże. Ponieważ zostało trochę materiału ze szklarni oraz jakaś stara pergola, którą przemalowałam, powstały w ogrodzie nowe miejsca do obsadzenia pnączami. Po małej pergolce będzie się pięła róża (jeśli się ocknie po zimie) i tu kupiłam odmianę Jasmina, łącząc ją z clematisem w odmianie Prince Charles. Na dużą pergolę kupiłam różę francuską Louise Odier, wiosną też podsadzę ją jakimś clematisem. Z tyłu na dużej pergoli rośnie hortensja pnąca i Vitis coignetiae. Pośrodku jest ławeczka i … mam jeszcze piękne plany co do tego miejsca, ale o tym innym razem.



Przygotowania do sezonu 2024 – zakupy i kiedy siać
Hold…hold…….hold……… jakby powiedział William Wallace 😉 Ja w tym roku już nie dam się zwieść na pokuszenie, więc nie krzyczcie na mnie żeby już siać z Youtubów ani z Instagramów i lejcie mnie po łapach, jeśli tylko wyciągnę pudełko z nasionami pomidorów wcześniej niż w marcu. Jednakże wczoraj podążyłam za ostatnimi trendami z Insta i poczyniłam winter sowing (do testów poszły jeżówki oraz rudbekie), część nasion kwiatów jednorocznych wsypałam też z tzw. garści prosto na rabatę. Zobaczymy co z tego wyniknie. Jest to mój debiut, ale właściwie jak sobie pomyślę to wcale nie. W ten sposób co roku wysiewają mi się werbeny patagońskie, które muszę później pielić jak chwasty oraz jeżówki Echinacea purpurea Magnus.

Najwcześniejsze wysiewy planuję na połowę lutego i oprócz kwiatów będzie to papryka. Z pozostałymi warzywami oraz pomidorami, będę kombinować tak, żeby rozsady po przepikowaniu mogły trafić od razu do szklarni, więc sianie wczesne odpada. Nie chcę się więcej męczyć z powyciąganymi siewkami, nie zamierzam doświetlać sztucznie swoich rozsad, a nie mam idealnych warunków w domu żeby trzymać je na parapetach po przepikowaniu. Pozostaje więc opcja szklarnia, którą po pierwszy raz będę testować pod tym kątem i tak bardzo nie mogę się już doczekać 😉
Do następnego,
A.
