Niedziela
Pomimo słonecznej pogody odczuwało się powiew nadchodzącej jesieni. W mieście słychać było gwar trwającego Jarmarku Jagiellońskiego, Stare Miasto pękało w szwach od turystów, korzystających z ostatnich dni wakacji. Za miastem niektórzy spóźnieni rolnicy zbierali jeszcze żniwa swojej pracy, w powietrzu unosił się zapach świeżo ściętego zboża. Ściernisko raniło opalone łydki. Takie mam wspomnienie zaledwie sprzed tygodnia, potem już tylko hektolitry deszczu, błoto i kalosze. Serio to już koniec lata? Jeszcze nie zdążyłam porządnie objeść się pomidorami….

Jedzmy kapustę, tak szybko przestaje być młoda
Co roku mam ten sam problem – nie wyrabiam się z jedzeniem młodej kapusty. Gdy tylko sobie przypomnę, że to już czas… wtedy nie jest już wcale młoda, tylko zwyczajna. Właściwie ten sam problem dotyczy również ogórków, pomidorów i marchewki z groszkiem. Wszystko przez to, że równolegle do kapusty pojawia się mnóstwo innych młodych warzyw, a pomidory i ogórki występują w przyrodzie w zawrotnych ilościach, ale szybko się kończą. No po prostu się w tym roku NIE NAJEDLIŚMY. Lato wróć!

Pomidory – nowe smaki
Nie będę po raz kolejny pisać, że nie mam czasu dbać o pomidory tak jak dawniej, bo czuję że już to chyba pisałam rok temu, a może i nawet dwa lata wstecz, ale niestety taka prawda. Trochę mi się udało, bo sezon w tym roku był łaskawy dla moich pomyłek i braku czasu, pomidory rosną sobie jak złe w chwastach, w towarzystwie chrzanu i werbeny patagońskiej, która w tym roku jest wszędzie i nie do wykończenia. Zaraza ziemniaczana po tych ulewach jest nieunikniona, więc cieszymy się póki jeszcze można nowymi smakami, które pojawiły się na grządkach. Lista nowości:
- Emerald Evergreen (zielony)
- Jersey Devil (podłużny)
- Southern Night (ciemny)
- Pink Accordion (żebrowany)
- Cero Blackburn (pomarańczowy)
- Marvel Striped (kolorowy)
I moje klasyki, wysiewane co roku:
- Aussie (mój nr 1 ever)
- Ananas Noir (kolorowy)
- Bawole (mięcho przetworowe ale też kanapkowe)
Nie mam w tym roku żadnych koktajlówek, postawiłam na obżarstwo. Te nowe odmiany to był dobry wybór, szczególnie upodobałam sobie zielonego pomidora Emerald Evergreen, na pewno go powtórzę w przyszłym roku, fajny też żółty Cero Blackburn, a Pink Accordion za sam wygląd załapie się u mnie na grządkę.

Większość moich pomidorów rośnie w gruncie, natomiast szklarnia jest do poprawki ze względu na kiepską wentylację. Te czarne, duże donice się też nie sprawdzają tak jak myślałam, więc muszę dopracować inny system pomidorowo-szklarniowy. Ogólnie na przyszły rok zaplanowana jest demolka i poprawki.
Dynie – nowe wymiary
Pisząc wymiary nie mam na myśli doznań smakowych, bo tych jeszcze nie znam, tylko wymiary mierzone metrówką 😉 Jak zwykle nie doczytałam do końca opisów odmian i porosły mi turbo giganty. W tym roku mam 3 odmiany, wszystkie nowe:
- Butternut Rugosa (z wyglądu jak zwykła piżmowa, ale skórka taka pomarszczona)
- Hubbard Large Blue (właśnie nie doczytałam tego „LARGE”)
- Lunga di Napoli (te dziady urosły tak, że widać je z kosmosu)

Najsmaczniejsza dynia świata
Wczoraj upiekłam pierwszy egzemplarz dyni o nazwie Lunga di Napoli, okrzykniętą w internetach „najsmaczniejszą dynią świata”. Moja Lunga, która trafiła do piekarnika, latem po kryjomu przedarła się przez ogrodzenie na pole sąsiada i niedawno skończyła pod kołami kombajnu zbożowego. Na szczęście została tylko draśnięta, no ale draśnięta dynia nie nadaje się do dłuższego przechowywania, ani też do dojrzewania na parapecie, więc trzeba było wziąć maczetę i ją zagospodarować. Została przerobiona na puree z myślą o ciastkach, ale zanim wzięłam do rąk blender, wyjadłam pół blachy takiej upieczonej, bez żadnych przypraw. Powiem tak: jest dobrze, jednak z oceną wstrzymam się do czasu, gdy kolejne egzemplarze Lungi dojrzeją wg. planu, gdy miąższ będzie bardziej pomarańczowy niż żółty, gdy po prostu będzie w pełni dojrzała.
Tymczasem ściągawka z cukinii. W mijającym sezonie nie miałam tych zielonych tradycyjnych, za to cała reszta plonowała i nadal plonuje okazale.

Secret Garden
Jesienią będzie też spore przemeblowanie i zamieszanie w obrębie rabat kwiatowych. Źle oceniłam wysokość niektórych roślin i nie zaplanowałam prawidłowych odległości między nimi, więc teraz mam: jeżówki, zza których nic nie widać i hektar werbeny patagońskiej. Gdzieniegdzie latem pojawiły się przegorzany, które urzekły mnie swoimi niebieskimi kulkami, ale po wycięciu ich gdy przekwitły, pozostały puste placki w środku rabaty. Jest też pokaźny łan stipy, którą przydałoby się czymś podsadzić, bo jest pod nimi łyso (helooou, ktoś podpowie czym?) Lawendy ani santoliny w ogóle nie widać, bo przykryły je stipy. Hortensje i rozplenice japońskie schowały się za parawanem z jeżówek, które w tym roku osiągnęły zawrotne wysokości. Także ten, na jesieni będzie większe przesadzanie, dosadzanie a w przyszłym roku wiosną planuję całkiem nowe nasadzenia. Póki co wertuję mądre książki, tworzę listy roślin i rysuję kompozycje w notesie. Czego potrzebuję? Efektu piętrowości na rabatach, niskich drzew, średnich roślin zimozielonych, które połączą to wszystko w spójną całość oraz niziutkich roślin okrywowych, bo moje dotychczasowe się nie sprawdziły.





Małe drzewa do ogrodu
Po pierwsze – potrzebuję drzewa – parasola, które szybko urośnie i będzie soliterem nieopodal domu. Nie może to być drzewo bardzo wysokie jak dąb, ani też jakaś mała popierdółka. Po krótszych i głębszych przemyśleniach wstępnie wybrałam katalpę – taką zwykłą, nieszczepioną (Catalpa bignoniodes). Przeważyło tempo wzrostu, inaczej pewnie byłby to klon strzępiastokory Acer Griseum, który ostatnio mnie zachwycił. Planuję jednak posadzić go w innym miejscu, może na skraju działki, gdzie będzie sobie spokojnie rósł i cieszył oko „cynamonową” korą. Kolejnym drzewem nad którym się zastanawiam jest jesion mannowy Fraxinus ornus. Z iglaków planuję dosadzić więcej sosen od strony wschodniej, w tym sosnę Armandę Pinus Armandii. Tyle, jeśli chodzi o duże drzewa. Natomiast z mniejszych, którymi chciałam obsadzić skraj działki przy ogrodzeniu rozważam Stewartia monadelpha i Amelanchier lamarckii, ewentualnie jakieś derenie i kalinę sztywnolistną Viburnum Rhytidophyllum. Myślę też o magnoliach.
Magnolia czy świdośliwa? 🙂 Głosujemy w komentarzach, przyjmę też rozmaite inne luźne propozycje niskich drzew do ogrodu.
Oprócz tego chciałabym wprowadzić kilka takich iglastych „poduch” do Secret Garden. Mało tam krzewów zimozielonych i chyba wolę dać jakąś kulę z sosny niż bukszpana, którego mi zaraz wpierdzieli ćma bukszpanowa czy inne dziadostwo.


Zakup roku
Zakupem roku 2021 jest tadaaaaam…. frezowy rozdrabniacz do gałęzi. Mając kawałeczek lasu i sadu owocowego oraz mnóstwo innych drzew, które trzeba co roku przycinać, zaczęliśmy produkować własne zrębki 🙂 Kupiliśmy wersję bardzo ekonomiczną, nie żaden wypas, ale do mniejszych gałęzi, których wala się po terenie miliony, jest ok. Przynajmniej, odpukać, na razie wszystko działa sprawnie.
Słówko „ekonomiczny” podsumowuje również wakacje, które w tym roku odbywają się przy palmach, ale stacjonarnie 😉


Bananowce w wersji „po lubelsku”
I na koniec luźne przemyślenia. Najwyraźniej wyrażenia „ekonomiczny” i „kreatywnie” wryły mi się w mózg, bo oto wczoraj przechodząc przez Stare Miasto wzdłuż ogródków (sic!) kawiarnianych, dostrzegłam niezwykłe podobieństwo rośliny o nazwie Kanna (Paciorecznik) do… bananowca. Mówię o tych kannach z zielonymi liśćmi. Gdyby tak ścinać kwiaty i uprawiać te rośliny dla samej urody liści, można by sobie wyhodować gustowną prawie-bananową rabatę. Problem w tym, że te moje „bananowce” zimy nie przetrwają w gruncie, więc mój plan na egzotykę ogrodową po taniości nie jest do końca idealny…
Tym skromnym bananowym przesłaniem zakończę swój dzisiejszy wywód. Postaram odezwać się bliżej jesieni, gdy z moich dyniowatych będzie się dało ułożyć jakąś martwą naturę…