Dawno już nie było update’ów z ogródka. Być może to wina braku wolnego czasu, który nie jest wprost proporcjonalny do długości dnia, być może to wina mojej kontuzjowanej stopy, która uniemożliwiła mi przez pewien czas codzienne rytuały i dokumentację fotograficzną (odkryłam przy okazji, że ciężko jest robić zdjęcia w terenie chodząc o kulach), być może to zwykłe lenistwo wedle staropolskiego przysłowia Leniwej baletnicy przeszkadza rąbek spódnicy.
A co w ogrodzie? Jest końcówka lipca, więc wszystko 🙂 Sezon na zastanawianie się „Co by tu dziś zjeść” uważam za otwarty.

Po pierwsze – mój hicior sezonu: jalapeño. Jako pierwsza z papryk (oprócz cayenne) jest już jadalna, właśnie jestem w trakcie przeprowadzania testów na najlepszą zalewę do konserwowania jalapeño. Obecnie papryczki są poddawane rozmaitym próbom, wyniki niebawem.


Skoro już jesteśmy przy warzywach z mocą – w szopie suszy się wykopany czosnek, trochę więcej na ten temat pisałam ostatnio we wpisie partthyme.pl/czosnek-wykopki


Z tegorocznych nowości warzywnych – wyhodowałam sobie fenkuły. Warzywo, aż wstyd przyznać, nie za bardzo mi znane, kojarzące mi się do tej pory głównie z Ewą Minge i jej słynnym kultowym „fenk” 😉 . Zacieram więc ręce, żeby rozpracować tego fenkuła.

Kolejną nowością w tym sezonie jest pomidor koktajlowy Black Cherry. Wrażenia? Przy tej koktajlówce słowo „wysokorosnący pomidor” nabiera nowego znaczenia. Krzaki na polu są już wyższe ode mnie, a ilość tych małych pomidorków na gronach jest imponująca. Smakowo ok, lecz do miana „najlepszego pomidora koktajlowego” trochę mu brakuje. Ale trzeba przyznać, że co niedosmakuje to dowygląda.

Te dzikie liście łopianu w dżungli to wcale nie dzikie liście łopianu w dżungli, tylko szałwia muszkatołowa w skrzynce z odzysku z kurnika. Skrzynka została wiosną przekwalifikowana na ogródek ziołowy. Obecnie szałwia prawie zagłuszyła resztę ziół, ale wygląda pięknie i tak dziko więc ją zostawię.

Jedną z nowości tego lata w paprykowym ogródku są miniaturowe papryczki Black Olive. Tak bardzo maleńkie, że zastanawiałam się, czy nie zaznaczyć papryczki na zdjęciu strzałką. Widzicie tam pośrodku, takie czarno – fioletowe, prawda?
W paprykowym zakątku mam w tym roku więcej nowości, głównie ostrych, więc spodziewajcie się w najbliższym czasie rozległych opisów różnych odmian i szaleńczych praktyk kulinarnych związanych z zebranymi plonami. Kilka miesięcy temu opisywałam dokładnie jakie odmiany wysiewam, więc jeśli chcecie wiedzieć czego się spodziewać zapraszam do lektury tego wpisu z lutego: red-hot-chili-peppers
Nawiązując do plonów: tak oto wygląda rzepak. Wcale nie jest żółty tylko czarny 😀




Dla odmiany coś niejadalnego – kawalątek ogródka z pachnącymi rzeczami. Wzbraniałam się rękami i nogami przed wysiewaniem czegokolwiek niejadalnego, ale chyba się nawróciłam. Jednak fajnie jest czasem popatrzeć na kwiatka.

Istnieje spora szansa, że zjemy w tym roku więcej niż po jednej gruszce na twarz. To drzewko przez ostatnie 2 lata owocowało gruszkami sztuk dwie za każdym razem więc jestem w szoku widząc taki wysyp.

Pisząc o nowościach w ogrodzie zapomniałam napomknąć o patisonach. To przedziwne stworzenia, z którymi nadal się „obwąchuję” próbując przyrządzić z nich coś fajnego. Pewna koncepcja powstała już w mojej głowie, więc prędzej czy później pójdą pod nóż.
P.S. Nawet jeśli okażą się niejadalne i obrzydliwe, w przyszłym roku mają u mnie w ogródku miejsce za sam wygląd 🙂

W tym miejscu chciałam coś o cukinii skrobnąć, ale no tak… gdzie ta cukinia!? Gdzieś tu 😉 Dwa krzaczki wśród tego pola z dyniami rosną potajemnie w ukryciu. Gdy mi potrzeba cukinię, kładę się plackiem na trawie i „skanuję” teren w poszukiwaniu znajomego warzywa.


Wczesne odmiany pomidorów w gruncie zaczynają w końcu dojrzewać.

Na inne jeszcze trzeba chwilę poczekać. Gradobicie na początku lipca „przewietrzyło” mi znacznie pomidory w gruncie, robiąc im dziury w liściach, oprócz tego pogoda w tym roku nie sprzyja uprawie pomidorów pod gołym niebem. Nawet teraz, w momencie kiedy piszę te słowa leje deszcz. ZNOWU.

I na koniec fasolka – moja miłość. Czy może być lepsze letnie danie niż szparagówka z masłem i bułką tartą? Nie może. Dlatego cały czas dosiewam nowe rządki, żeby maksymalnie wydłużyć sezon na to warzywo. Ech, czemu to lato tak szybko mija? Do zobaczenia w sierpniu!