Dziś opowiem o wiośnie, która minęła tak niepostrzeżenie, że aż wrzucę kilka zdjęć z kwietnia, żeby zaznaczyć, że w ogóle wystąpiła w tym roku taka pora roku.
Opowiem też o pierwszych tej wiosny jadalnych roślinach z ogródka…

O koszteli, która pięknie zakwitła…


O Majówce, która ciągnęła się jak flaki z olejem…

O naszej letniej miejscówce, w której sezon lato 2018 trwa w najlepsze…


O widoku przez okno przyczepy, którego nic nie przebije…

O dzieciach kwiatach ucinających drzemki przy rzepakowych polach…


O rozsadzie pomidorów, która nie czekała na Zimnych Ogrodników i zamieszkała w gruncie już na początku maja…

I o rozsadzie papryki, która współtowarzyszy pomidorom na polu…

Taki był kwiecień i gdy wydawało mi się, że jest już tak maksymalnie zielono, że kolor nie może bardziej razić po oczach, wtedy
Przyszedł maj

Więc opowiem też o dmuchawcach, zanim odfruną, o żółtym parawanie z rzepaku za którym zatęsknię, gdy już przekwitnie…

O ziołach, które trzeba zacząć niebawem suszyć…

O czosnku, który rośnie aż miło w malowniczych okolicznościach przyrody…

O bzach, które przekwitły zanim zdążyłam się nawąchać…

O bazylii, której mam w tym roku 3 odmiany – klasyczną, tajską i sałatową…



O pomidorach koktajlowych, z którymi się przeprosiłam…

I o tych wielkoowocowych…

I o tych z ziemniaczanymi liśćmi, które rosną w starej szklarni w zawrotnej liczbie sztuk jeden…

O Zimnej Zośce, która po raz kolejny przymknęła oko na moje wczesnomajowe nasadzenia w gruncie…

Większym problemem wydaje się być susza, która zmusza nas do biegania z konewkami po ogrodzie. Więc opowiem też o podlewaniu…

O owocach, które wedle moich obserwacji mogą wkrótce wystąpić w masowych ilościach…

O tym, że odbił łubin, który rok temu przeżył zapomnienie, zadeptanie a nawet wypielenie i wygracowanie przez agresywne poczynania operatorów gracki…


I na koniec o tym, że pachnie miodem dookoła. To wspaniały zapach maja…


