Sobota
Śnieg za oknem to pierwsza rzecz, jaką zobaczyłam po przebudzeniu. Jeśli będę zwlekać, to znowu przestanie padać zanim w ogóle zdążę spojrzeć w stronę plecaka z aparatem – pomyślałam. Szybka kawa i zbiórka za pół godziny, jedziemy w plener – zaburczałam spod kołdry. Jak się okazało na miejscu, to była najlepsza rzecz, na jaką wpadłam tego dnia. Nad zalewem było bajecznie pięknie. Śnieg zacinał po oczach, w oddali majaczyły kontury drzew. Momentami widoczność była dość ograniczona, co jednak dodawało sytuacji uroku. Na co komu widoczność, gdy klimat jest bajkowy? – z zachwytem patrzyłam na moją ulubioną zatoczkę otuloną białym puchem. I na tym zakończę część pisaną. Niestety zdjęcia nie oddają w pełni tego, czym mogłam nakarmić swoje oczy, ale chociaż próbowałam 😉 Zima jest piękna.
We come from the land of the ice and snow
Dla lepszego wczucia się w klimat, polecam odpalić przed oglądaniem zdjęć:
Zalew Zemborzycki, okolice Lublina
































BACKSTAGE

Jestem na niewielu zdjęciach, bo zawsze stoję po tej drugiej stronie i jestem trochę jak ten szewc bez butów. Tutaj, w swoim zdjęciowym amoku, przyłapana na „gorącym uczynku” w trakcie powrotu z wyspy. Fot. Bobby