Przedwiośnie (lepiej brzmi niż schyłek zimy)
Niegdyś, w dawnych czasach, gdy pradawnym góralom oraz niziołkom kończyły się zapasy słoniny w spiżarniach, oznaczało to że oto kończy się zima i nadchodzi przednówek. Był to okres wyjadania resztek zgromadzonych latem zapasów i czyszczenia piwnic, spiżarni oraz ziemianek. Był to również czas postu, przymierania głodem i zaciskania pasa, zanim pola obrodziły warzywno-owocowymi plonyma i zbożem. Być może to krew przodków buzuje we mnie niczym sok z czerwonych buraków, bo zwykle na przednówku przychodzą mi do głowy dziwne pomysły. Albo rzucę hasło: Bądźmy wegetarianami, albo zaczynam wyciągać z zakamarków zgromadzone latem resztki fasolki, dyniowe puree czy cukiniowe wióry odnalezione w czeluściach zamrażalnika i przerabiam je na finezyjne potrawy.
Kotlety z recyklingu wedżi stajl
Zaczęło się od tego, że zostało mi kaszy z obiadu. I po porcji buraczków do tzw. kotleta. Jakoś nie umiem wyrzucać jedzenia lekką ręką, więc zaczęłam kombinować. Może jakieś kotlety… z czegoś…tylko z czego? – zaczęłam na głos przebąkiwać. Pójdę do garmażerki i kupię mielone – Bob zaoferował pomoc przy planowaniu obiadu na następny dzień. Mielone!! Pfff – prychnęłam z pogardą – Ja ci dam mielone! Przecież od dwóch tygodni znowu jesteśmy wegetarianami! Tutaj od razu muszę się do czegoś przyznać – mamy takie fazy, że raz na jakiś czas nie jemy mięsa. No prawie… Nie jesteśmy takimi prawdziwymi wegetarianami, bardziej przypominamy takich z piosenki Kazika („Co to za wegetarianin co wpierd…. schabowe”) 😀 w sensie – nie jemy raczej mięsa, ale jemy jajka, dużo sera, ryby i czasem jak nas najdzie to i filet z kurczaka i kiełbasę podsuszaną. Ale to rzadko, raczej żywimy się roślinami. Wracając do tematu – A gdyby tak z tej kaszy kotlety ulepić, potrzebna będzie jakaś glajcha, żeby je posklejać do kupy. I nagle mnie olśniło – fasola czerwona, której puszkę trzymam w szafce na czarna godzinę – fasola scali mój piękny pomysł. W taki oto sposób powstały burgery, które wyszły na tyle dobre, że postanowiłam odtworzyć przepis i się nim podzielić.

Burgery z kaszy jęczmiennej i czerwonej fasoli – przepis
- 1 szklanka ugotowanej kaszy jęczmiennej (może być wczorajsza ;))
- 1 puszka fasoli czerwonej
- 1 cebula – pokroić w kostkę i podsmażyć
- 1 marchewka – zetrzeć na tarce
- 1 jajko
- 2 łyżki siemienia lnianego – uprażyć na patelni
- 2 łyżki sosu sojowego
- 1/3 szklanki mąki owsianej
- ok. 1/2 szklanki bułki tartej
- 1 łyżeczka harissy (lub jakiejś ostrej pasty paprykowej, jeśli nie lubisz, możesz pominąć)
- 10 czarnych oliwek – pokroić w plasterki
- przyprawy: pieprz, wędzona papryka, tymianek
- oliwa
Manual:
- Fasolę wypłukać, przełożyć do dużej miski, dodać kaszę i niedokładnie zblendować.
- Dodać resztą składników (oprócz oliwek) porządnie wymieszać, wyrobić jak kotlety mielone. Na samym końcu dodać posiekane oliwki. Wymieszać. W razie potrzeby dosyp bułki tartej, ale uważaj żeby nie przesadzić w drugą stronę. Nikt nie lubi kotletów suchych jak wiór.
- Uformować burgery (smaruj dłonie oliwą, żeby mieszanka nie kleiła się do rąk).
- Blaszkę wyłóż papierem do pieczenia, a na to układaj burgery.
- Piekarnik na 200 stopni i pół godziny powinno wystarczyć (w międzyczasie obróć burgery na drugą stronę).
Można je wykorzystać do obiadu w zastępstwie „mielonego” a można też wrzucić między dwie połówki buły, dodać liść sałaty, plasterek sera, papryki i trochę sosu czosnkowego i podać z toną frytek, tak jak to uczyniliśmy dnia następnego 😀