Not so hot – czyli chili, które nie zabija ostrością
Mała, mięsista, lekko ostra, trochę kwaskowa, uniwersalna w wykorzystaniu, dla mnie idealna. Papryczka jalapeño. Coraz częściej spotykana w supermarketach, dobra do gotowania, chrupania na surowo, jako dodatek do sałatek, sals, świetna do marynowania. Skala ostrości tej papryczki jest bardzo umiarkowana i przystępna dla przeciętnego śmiertelnika, nie wypala dróg oddechowych, dym uszami nie leci po spożyciu, jest ostra, ale z umiarem. Czy da się ją wyhodować w zwykłym, przydomowym ogródku? A jeśli się uda to kiedy zrywać, żeby w pełni poczuć jej smak? Jak zagospodarować nadwyżki, których nie zdołamy zjeść na świeżo? W dzisiejszym wpisie postaram się ujarzmić zieloną bestię i odpowiedzieć na te pytania.

Uprawa jalapeño w ogródku
Wydawać by się mogło, że uprawa papryki jalapeño w Polsce jest skomplikowana, być może nawet niemożliwa – wszak jalapeño pochodzi z Meksyku, gdzie – wiadomo – panuje trochę inny klimat. Czy ciężko jest wyhodować ją w naszym klimacie? Wcale nie. Jestem tego znakomitym przykładem. Jalapeño, jak każdą inną ostrą paprykę wysiewamy wczesną wiosną. Jak to dokładnie zrobić możesz przeczytać w moim wpisie o wysiewaniu nasionek warzyw i przygotowywaniu rozsady w domu.
Jeśli porównamy jalapeño do innych ostrych odmian papryki posianych w tym samym czasie – to jalapeño jest odmianą bardzo wczesną. To duży plus w naszych warunkach klimatycznych bo owoce dojrzewają szybko, więc możemy się nimi cieszyć praktycznie przez całe lato. U mnie sezon na konsumpcję zaczął się już pod koniec czerwca i trwa nadal. Zaobserwowałam, że nie jest to odmiana specjalnie wymagająca, rośnie i owocuje z powodzeniem zarówno pod folią jak i pod gołym niebem. Nie robię przy niej NIC oprócz podlewania i pielenia.
Kiedy zrywać jalapeño? Kiedy papryczki są gotowe do jedzenia?
To pytanie zadawałam sobie, googlom oraz wirtualnym znajomym po rozmaitych instagramach. Zniechęcona rozbieżnymi informacjami zostałam swoim własnym królikiem doświadczalnym, a to co teraz napiszę jest wynikiem testów organoleptycznych na jalapeño w czerwcu, lipcu, sierpniu, o świcie, wieczorem i po południu, po zachodzie słońca i przed burzową nocą a także po deszczowym poranku 😉 Mądrość, jaką wyniosłam z tego doświadczenia jest następująca:
Jalapeño najlepiej zrywać wtedy, gdy są jeszcze jasno zielone, potem z każdym dniem będą tracić moc.
Ze względu na jędrność papryczki jalapeño nie są kłopotliwe w przechowywaniu, jednak nie możemy ich trzymać w lodówce wiecznie, warto więc zabezpieczyć kilka słoiczków na zimę 😉 W tym celu kup sobie lateksowe rękawiczki – to podstawa przy krojeniu i przetwarzaniu jakiejkolwiek ostrej papryki. Nigdy nie zapomnę pewnej sierpniowej, nieprzespanej nocy 4 lata temu spędzonej z ręką w misce z zimną wodą, którą to (ręką nie miską) w chwilowym blondyńskim odpływie pomyślunku pokroiłam wcześniej 3 kilo chili. Piekący ból był ciągły i trwał godzinami, dotknięciem ręki mogłabym rozpalać ogniska bez zapałek, smażyć jajecznicę używając dłoni zamiast patelni i strzelać piorunami z palca wskazującego przy użyciu odpowiednich zaklęć. Od tej pory ZAWSZE mam zapas rękawiczek w szufladzie i chili bez nich nie tykam.

Marynowane jalapeño
Szukałam długo idealnego przepisu na konserwowane jalapeño, wertowałam internety, czyniłam eksperymenty, mieszałam w garze rozmaite zalewy i zjadałam kilogramy papryki (oczywiście w imię wyższych celów 😉 ). Co jest dla mnie ideałem? Taka zalewa, która nie zabije smaku tej papryczki. Tylko tyle. Papryczka po otwarciu słoika ma być chrupiąca, lekko kwaskowa, pikantna, baz żadnych niepotrzebnych dodatkowych aromatów. Dlatego z miejsca wyeliminowałam wszelkie przepisy na zalewy stosowane do zwykłej papryki konserwowej. Ideałem jest dla mnie konserwowe jalapeño ze słoika z żółtą zakrętką 😉 – nazwy firmy, która to produkuje nie mogę wymienić ze względów oczywistych (chyba, że się zgłoszą z propozycją obdarowania mnie rocznym zapasem słoików z konserwowym jalapeño, hahaha). Ale do rzeczy – oto przepis – ideału będę pewnie szukać jeszcze długo, do tego czasu poniższa receptura powinna godnie sprawdzić się na zastępstwie. W zanadrzu mam jeszcze drugą opcję – jalapeño marynowane w całości – ten przepis pojawi się na blogu już wkrótce.
Przepis na marynowane krążki jalapeño
SKŁADNIKI:
Papryczki jalapeño – ok. 1 kg
5 ząbków czosnku – zmiażdżyć
Zalewa:
½ szklanki octu 10%
½ szklanki octu winnego
3 szklanki wody
4 łyżki soli kamiennej
6 łyżek cukru
1 łyżka ziaren pieprzu
2 liście laurowe

PROCEDURA:
- Założyć rękawiczki.
- Papryczki umyć, wysuszyć, pokroić w krążki – nie za cienkie, 8 mm jest w sam raz 😉
- W garnku zagotować składniki zalewy i wrzucić do niej pokrojone papryczki*, wyłączyć gaz.
- Zrobić sobie kawę, sprawdzić pocztę.
- Wrócić do garów, zapełnić słoiki paprykami wyłowionymi z zalewy, dodać zmiażdżony czosnek i przyprawy, które pływają w zalewie.
- Zalać zalewą papryczki, widelcem rozgrzebując je w słoiku, żeby zalewa dotarła wszędzie.
- Słoiki zakręcić i zapasteryzować (ok. 5 minut)
*Ta czynność sprawi, że papryczki staną się elastyczne i będą współpracować przy upychaniu ich w słoiczki. Nie martw się, że będą ciapowate, nadal pozostaną sprężyste i chrupiące po zakonserwowaniu.